Sobotnie spotkanie w showroomie Monnari (relacja już niedługo na blogu) skłoniło mnie do pewnej refleksji. Jak się dowiedziałam, z mojego bloga wynika, że jestem spokojną osobą (choć usłyszałam, że na żywo okazuję się zupełnie inna. Otóż to!). Ja?! Spokojna, grzeczna? Nigdy w życiu! Ci, którzy mnie znają, wiedzą jaka jestem naprawdę. :-) Spokój jest pierwszą rzeczą, która uratowałaby mnie w wielu sytuacjach, ale chyba ostatnią pozycją w "moim słowniku" :-). Tzn., jeszcze nie jest ze mną tak źle, ale raczej stawiam na szaleństwo, energię, konkretne i szybkie działania (zachowując w tym wszystkim zdrowy rozsądek i równowagę oczywiście).
Zastanawiam się, czy ubrania jakie wybieram (w sumie zależą od mojego nastroju, okazji, etc.), zdania, które formułuję, zdjęcia, które robimy z moim mężem, rzeczywiście odzwierciedlają moją osobowość... Na blogach tworzymy pewien obraz siebie, naszego stylu, osoby jako całości z pasją, życiem prywatnym, czasem problemami. Nie udaję nikogo innego, wyrażam siebie w najszczerszy z możliwych sposobów. A jestem inaczej odbierana. Ciekawi mnie to niezmiernie i zastanawia dlaczego tak jest? Może Wy, Drodzy czytelnicy, pomożecie mi rozwiązać tę zagadkę? :-)
A póki co, pozostawiam Was z moim spokojnym , klasycznym zestawem, w którym (ja szalona! :-)) czuję się bardzo dobrze.

A tak właśnie wyglądam na co dzień, bardzo często... :-)
Mango trench coat and dress, Melissa flats via Schaffashoes, Apart necklace and bracelets
photos by Marta







